Strategia dokarmiania kotów wolnożyjących

Koty, które nie mają swojego domu też zasługują na to, aby coś zjeść i poczuć, że ten świat nie jest jednak taki podły. Zwłaszcza w dużych miastach nie brakuje osób, które decydują się wystąpić w roli karmicieli i przynoszą w skupiska dzikich kotów karmę. Czasami są to akcje całkowicie spontaniczne, a czasami inicjowane przez różnego rodzaju organizacje i fundacje, których także w Polsce mamy bardzo wiele.

Cel jest zawsze ten sam – dostarczyć głodnym kotom pożywienia, które jest im bardzo potrzebne. Jak wygląda dieta przeciętnego kota, który nie ma swojego domu? Generalnie je on to, co w danym momencie jest w stanie znaleźć. Resztki żywności ze śmieci, czasami upolowane gryzonie lub drobne ptaki.

Kotom takim obca jest na przykład sucha karma, dlatego nie poleca się jej podawania wolnożyjącym okazom. Można natomiast śmiało dokarmiać je mokrymi karmami, które są łatwe do spożycia. Dla kotów dzikich tego rodzaju pożywienie nie jest czymś dziwnym i nieznanym, czego nie da się powiedzieć o „chrupkach”.

Jeśli chcemy efektywnie zapełnić kocie żołądki, powinniśmy znaleźć możliwie najlepsze miejsce, w którym posiłek można kociakom podać. Najlepiej, gdy jest to lokalizacja często przez nie uczęszczana. Koty dzikie lubią koncentrować się na terenie ogródków działkowych, a także w pobliżu parków.

Mniejszymi lub większymi grupami chadzają także po osiedlach w dużych miastach. Gdy istnieje taka możliwość, mokrą karmę można wyrzucać im przez okno lub z balkonu. Dobrze, jeśli będzie to karma o możliwie stałej konsystencji – unikajmy popularnych kawałków w sosie.